Telefon – narzędzie do komunikacji czy gadżet do zabawy?

Autor: Katarzyna Kudyba

Jak wskazują dane – 1 minuta w Internecie to: 973 tys. zalogowań do Facebooka, 3,7 mln wyszukań w Google, 25 tys. GIF’ów wysłanych przez Messengera i 4,3 mln obejrzanych filmów na YouTube.[1] Biznes nowych mediów systematycznie rozwija się, kwitnie personalizacja reklam. Marketerzy prześcigają się w pomysłach, jak dostosować produkty do najmłodszych użytkowników. Kilka lat temu smartfony były pewnego rodzaju przywilejem, na który ze względu na cenę nie każdy mógł sobie pozwolić. Obecnie są pierwsze na liście prezentów komunijnych, urodzinowych czy świątecznych, korzystają z nich nawet dzieci poniżej 6 roku życia. Moim zdaniem, zanim dziecko otrzyma telefon, powinno zostać przez rodzica nauczone, jak mądrze go używać. Rodzic powinien pokazywać, jak korzystać tylko z bezpiecznych stron, by uniknąć sytuacji, w których ktoś może wykorzystywać nas w przestrzeni internetowej, jak należy reagować, np. zgłaszać, aby sprawca niewłaściwych zachowań poniósł odpowiednie konsekwencje. Warto skupić się na postrzeganiu tego urządzenia jako narzędzia do komunikacji. Jeśli telefon jest tylko  gadżetem do zabawy, naturalnym jest, że wpłynie to również na ilość czasu spędzanego z nim przez użytkownika. Dzieci często na warsztatach mówią, że rodzice nie sprawdzają, co one robią w sieci, z jakich korzystają aplikacji, z kim rozmawiają i do jakich grup należą oraz co publikują. Brak wiedzy o bezpiecznym funkcjonowaniu w sieci wpływa na różne trudności, z którymi dzieci nie radzą sobie emocjonalnie ani społecznie w relacjach z rówieśnikami. W trakcie swoich zajęć z dziećmi widzę, że już 9-latki posiadają konta na portalach społecznościowych czy kanał na YT, o których zazwyczaj pojęcia nie mają ich rodzice. Co więcej, dzieci mówią o tym, że praktycznie każdego dnia rozmawiają z obcymi osobami, nie zawsze weryfikują, kim ta osoba jest i czy faktycznie przedstawia prawdziwe informacje o sobie. Uczniowie, którzy grają w gry online, mają swoje „wirtualne ekipy”, często przenoszą te znajomości na serwisy społecznościowe. Gdy pytam „co rodzice na to?”, dowiaduję się, że zazwyczaj rodzic, gdy słyszy, że dziecko gra i z kimś rozmawia, pyta: „z kim rozmawiasz?” Na co zazwyczaj chłopcy opowiadają: „z kolegą” i to wystarcza, by rodzic nie dociekał dalej tożsamości potencjalnego kolegi. Manipulacja młodego człowieka w Internecie jest niezwykle łatwa, a treści przesyłane przez obcych są nie do „ogarnięcia” przez rodziców. Dziecko w sytuacji kryzysu często obawia się reakcji rodzica, bo zaczęło rozmawiać z obcą osobą, a wie, że nie wolno tego robić. Otrzymuje niewłaściwe treści, może być zmanipulowane czy zmuszane do rzeczy, na które nie ma ochoty i na które nie jest gotowe rozwojowo, ale obawia się iść z tym do rodzica. Wynika to ze strachu przed konsekwencjami. Jest w trudnej, często żenującej sytuacji. Z czasem wpływa to na różne aspekty funkcjonowania dziecka, od występowania somatyzacji, poprzez wybuchy agresji, aż po wycofanie i zamknięcie się w sobie. Błąd, jaki popełniamy jako dorośli, leży w braku umiejętności reagowania na sytuację kryzysową, w której znalazło się dziecko. Mało które dziecko, publikując treści na YT, TikToku (Musical.ly), bierze pod uwagę, że to odbiorcy będą decydować, jaki pojawi się komentarz pod danym filmikiem. Gdy pojawi się hejt, najczęściej ze strony dorosłych, dzieci słyszą informację zwrotną typu: „to po co to wrzucałeś/aś?”. Taki komentarz ani nie pomaga dziecku, ani nie rozwiązuje trudnej sytuacji, a już na pewno nie zwalnia rodzica z odpowiedzialności za kontrolowanie poczynań dziecka w sieci.

Jeśli dziecko widzi, że rodzic w trakcie posiłku, spotkania rodzinnego, wyciąga telefon, robi zdjęcie, które następnie dodaje na swój profil społecznościowy, to siłą rzeczy, dziecko będzie postępowało w podobny sposób.

Wylew głupoty na YouTubie

Od trzech lat obserwuję wśród młodzieży tendencję do oglądania „patostreamów”. Czym one są?

Na poszczególnych kanałach, w relacjach na żywo, dochodzi do przemocy, nawoływania do nienawiści, stosowania wulgarnego języka, uprawiany jest seks, poniżani są członkowie rodziny czy widzowie. Patostreamerzy dla „rozrywki” upijają się w trakcie swoich transmisji do nieprzytomności lub wykonują zadania, które wymyślają dla nich oglądający. Kim są oglądający? I tu jest cały problem, ponieważ o tych kanałach wiedzą już dzieciaki w 4 klasie szkoły podstawowej. Rozdając w trakcie zajęć arkusze, na których dzieci wypisują swoje ulubione postaci z YT, otrzymuję zazwyczaj na każdym arkuszu wskazania na kanały typowo zakotwiczone w nurcie patostreamów lub wręcz tylko takie kanały. Dzieci uważają patostreamerów za swoich idoli i „ziomków”, cytują ich durne teksty, nazywają siebie ich fanami. Niekiedy mówią o tym, że to super pomysł na zarobienie szybkiej kasy i wybicie się w sieci, według uczennicy gimnazjum „jeśli ma się ładne ciało, to czemu na nim nie zarobić, tak jak Sexmasterka”. Pojawia się olbrzymi dysonans w postrzeganiu przez dzieci i młodzież tego, co jest właściwe, a co nie. Dzieciaki znają całą masę kanałów, na których pojawiają się niewłaściwe treści, wymieniają i wyrażają swoje opinie o nich. Zazwyczaj po południu, już po warsztatach z dziećmi, mam spotkanie z rodzicami i pokazuję im, jakie postaci dzieci wymieniły na arkuszu jako osoby, które są ich zdaniem celebrytami. Zaś sami rodzice nie są w stanie powiedzieć, co te osoby prezentują na swoich kanałach na YT. Gdy zaczynam pokazywać treści, puszczać fragmenty filmików, zaznajamiać z językiem, przekazem i postawami tych osób, rodzice nie potrafią zrozumieć, jak to możliwe, że te treści znajdują się na tak popularnym serwisie. Problem jest w tym, że to rodzic daje dostęp do wirtualnego świata dziecku, bez zadbania o zasady, sprawdzanie i dobór treści oglądanych przez młodego człowieka. Po wzburzeniu emocjonalnym u rodziców pojawiają się pytania „Po co to oglądać”? Według młodzieży jest to śmieszne, jak ludzie dla pieniędzy robią z siebie idiotów, z drugiej strony słyszę stwierdzenia, że „fajnie jest popatrzeć na gorszego od siebie”. Kanały te są oczywiście po jakimś czasie blokowane, ze względu na mowę nienawiści, patologizację życia odbiorców, spożywanie alkoholu w przestrzeni publicznej, jaką jest sieć; czy jak w przypadku „Gurala” w wyniku namawiania 12-13 latek do rozbierania się przed nim na wirtualnych kamerkach, co udostępniał na swoim kanale innym użytkownikom. Jedni go za to krytykowali, inni uważali, że robi dobre akcje, bo skoro dzieci są naiwne i dają się wkręcać to ich problem. Wszystkie te zachowania dopiero po okresie 2-3 lat, zostały „oflagowane”, czyli zgłoszone do sprawdzenia przez pracowników YT i wpłynęły na blokadę konta. Proces usunięcia filmu jest przyspieszony jedynie w sytuacji, kiedy jesteśmy bezpośrednio osobą poszkodowaną. Większość uczniów mówi o tym, że samych transmisji na żywo nie ogląda, ale za to śledzi shoty na kanale „Ultra Śmieszne Shoty”. Shoty to fragmenty „najlepszych” akcji, jakie pojawiły się w trakcie transmisji na żywo u patostreamerów. Nagłówki przy filmikach „bajtują” (czyli wciągają w pułapkę) i dzieciaki z ciekawości wchodzą na shota, by przy okazji obejrzeć dziesięć innych, np. „Rafatus bije Marlenkę”. „Najlepsze” urywki, nawet ze stron 18+, puszczane i zestawiane są ze sobą w shotach. Kilkusettysięczna widownia czeka na kolejne durne akcje swojego patostreamera, uczestniczy poprzez szklany ekran w sytuacjach na kanale, pisząc na czacie czy wysyłając donejty (czyli płacąc za oglądanie).

Podsumowanie

Na spotkaniach czasami rodzice mówią o tym, że dziecko nie chce się oderwać od szklanego ekranu. Z drugiej strony, pracując z młodzieżą od kilku lat, zarówno warsztatowo w szkołach, jak i wyjeżdżając na obozy wakacyjne, obserwuję, że jeżeli dziecko nie ma alternatywnego zajęcia, to zazwyczaj z lenistwa, nudy, braku wyobraźni skorzysta z gry, „społecznościówki” czy innej aktywności medialnej. Duża jest tutaj rola rodziców, aby odpowiednio dostosować plan dnia dziecka, wyposażyć go w różne aktywności, umiejętności przydatne w realnym świecie, a czas spędzony z urządzeniami multimedialnymi, siłą rzeczy ulegnie zmniejszeniu. Każdy z nas wie, że nie tylko dostęp do gier, Internetu czy serwisów społecznościowych powoduje zaburzenia procesów rozwojowych u dzieci. Wpływ ma także brak rodziców i pozostawianie dziecka samego sobie z narzędziami, dającymi możliwość funkcjonowania w cyfrowym świecie. Brak rozmowy, wspólnie spędzonego czasu wpływa na to, że media są wykorzystywane przez dzieci w patologiczny sposób. Brak zaspokojenia potrzeb związanych z afiliacją, bezpieczeństwem, komunikacją, miłością powoduje, że dziecko w naturalny sposób szuka możliwości ich realizacji. Wyposażając dziecko w nowe technologie musimy pamiętać o wsparciu dorosłych w obszarze posługiwania się nimi. Wprowadzanie mediów do domowego świata powinno opierać się na wyciąganiu z nich pozytywnych aspektów i optymalizacji niwelowania negatywnych skutków. Tylko poprzez towarzyszenie swojemu dziecku w wirtualnym świecie jesteśmy w stanie mu go tłumaczyć i pokazać jego dobre strony.

[1]Pozyskano z: http://www.wzmacniacz.org [8.06.2018 r.]